Start
Zakres zajęć
Obedience
Teksty
FAQ
Filmy
Słowniczek
Linki
Książki
O mnie
Kontakt


Forum


Księga




Zapraszam do zapoznania się z kilkoma moimi tekstami.
Znacznie więcej znajduje się na stronie www.szkoleniepsy.prv.pl i www.szkoleniekliker.prv.pl.
Oprócz tekstów można obejrzeć kilkanaście filmików z ćwiczeniami.

Przygoda ze szkoleniem tradycyjnym
Powody negacji metod tradycyjnych
Agresja?! To już nas nie dotyczy
Jak Abaddon zbiera papierki do kosza, czyli szkolenia ciąg dalszy

Jak wybrać rasę dla siebie?

Zostaje przywieziony do domu szczeniaczek, mała puchowa kulka i co dalej? "Instrukcję obsługi" dotyczącą ilości i jakości posiłków, pielęgnacji sierści właściciel otrzymuje od hodowcy. A co z kształtowaniem charakteru nowego mieszkańca? Hodowca może dać wskazówki, ale przecież szczenię rośnie, staje się młodzieńcem, dorośleje, a wskazówki zostały już dawno zapomniane. Nie wolno żyć nam z myślą, że jakoś to będzie. Bouvier jest zbyt dużym i silnym psem, aby zostawić go bez nadzoru.
Przywożąc Abaddona do domu wiedziałam, że będzie szkolony. Po za tym naczytałam się książek, w których była mowa o teorii dominacji i innych tym podobnych sprawach. Maleńki bouvik był wspaniały. Przyglądaliśmy się jak mała kuleczka biega po mieszkaniu, gryzie zabawki, goni ogonek, którego nie ma. Skupiliśmy się na nauce czystości. Po drodze maluch nauczył się siadania, chodzenia na smyczy. To była sama przyjemność. Zapominałam o wszystkich teoriach dominacji. O tym, że pies nie może wyjść pierwszy przez drzwi, nie może dostać swojej miski z jedzeniem, jeżeli my nie skończyliśmy posiłku. O tym, że nie powinnam się z nim bawić w przeciąganie szmatki. To wszystko miało się obrócić przeciwko nam. Przynajmniej tak było napisane w wielu książkach. Nie zapomniałam tylko o tym, że pies nie może skakać na ludzi. Chociaż mną kierowała zwykła wygoda. Wyobraziłam sobie ogromnego, zabłoconego bouviera na moich ramionach. Brrr
Żyło nam się miło i sympatycznie, chociaż pojawiały się problemy z przywołaniem na spacerze, a o grzecznym chodzeniu przy nodze mogłam tylko pomarzyć. Trzeba było więc pójść na prawdziwe szkolenie.
Zajęcia rozpoczęły się na początku marca i Abcik był najmłodszym psim uczestnikiem, bo miał 5 i pół miesiąca. Chodziliśmy na zajęcia w śniegu, deszczu i upale. Najpierw dwa razy w tygodniu, następnie, kiedy było już ciepło trzy razy. Zajęcia trwały 1,5 godziny. Przez ten czas chodziliśmy w kółeczko, psy uczyły się siadać, leżeć i zostawać oraz przychodzić na zawołanie. To było w zasadzie wszystko. Widziałam, jak Abcik zaczynał się najnormalniej nudzić. Ileż można chodzić w kółko?! Dlaczego mam siedzieć, kiedy pani odchodzi tak daleko?! Ja chcę do pani! Dlaczego pani na mnie krzyczy? Tęsknię za panią! Nie chcę zostać sam! Ja chcę do pani!!! Mogę jedynie wyobrazić sobie, co czuł maleńki psiak zostawiony 30-40 metrów od właścicielki. Maluch i nie tylko on, inne psy też nie wiedziały, że mają siedzieć w jednym miejscu. Nie rozumiały sytuacji, kiedy właściciel odchodził daleko. Skale trudności powinno się podnosić bardzo powoli. Najpierw odejść na metr i odczekać 1-2 sekundy. Po powrocie do właściciela zwierzak MUSI dostać nagrodę, za dobrze wykonaną pracę. Czas i odległość od właściciela należy stopniowo i bardzo powoli zwiększać. Niestety, na szkoleniu prowadząca zajęcia nie zwracała na to uwagi. Pies miał siedzieć i już. Nagrodą miało być poklepanie. Ale to stanowczo za mała zapłata.
Nauka chodzenia też nam nie odpowiadała. Pies miał iść przy nodze i już. Ale nie był za to w żaden sposób nagradzany. O tym, że idzie dobrze, był informowany przez brak szarpnięcia. Jeżeli ociągał się lub wybiegał do przodu od razu miało nastąpić korygujące szarpnięcie. Brak kary był po prostu nagrodą. Abaddonowi nie przypadło to do gustu. Zaczynał chodzić przy nodze, ale nie robił tego z ochotą. Kulił się, patrzył spode łba. Po prostu kupa nieszczęścia.
Przyszedł czas egzaminu. Upał, mnóstwo zdenerwowanych psów i różnorakie reakcje właścicieli na nieposłuszeństwa futrzaków. Widziałam kobietę, która złapała nieposłusznego psa (nie chciał przyjść do nogi) i kilka razy zdzieliła ulubieńca smyczą. Takie nauki wyniosła z kursu, na który uczęszczała. Nie dziwiłam się, że nie chciał przyjść. Też bym nie przyszła. Psy podobno nie myślą. One nie myślą tak, jak ludzie, ale jednak potrafią wyciągać po swojemu wnioski. "Przyjdę lub nie przyjdę i tak dostanę lanie. To po co mam przychodzić."
Jako pierwsi poszliśmy na egzamin. Szłam z duszą na ramieniu, bo nie do końca udało mi się przekonać Abaddona do wykonywania poleceń. Udało się. Zdaliśmy. Wyściskałam malucha (w końcu miał dopiero 9 i pół miesiąca).
Byłam dumna, ale czułam niedosyt. Szkolenie, szkoleniem, ale futrzak nadal nie przychodził na każde zawołanie, chodzenie przy nodze miał w głęboki poważaniu. I przede wszystkim żadnego polecenia nie wykonywał z ochotą. Chodzenie przy nodze kojarzyło mu się z korygującymi szarpnięciami smyczą, a nagroda za przyjście była bardzo mało atrakcyjna. Wiem, wiem. Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Ale takimi nudnymi ćwiczeniami można tylko zniechęcić psa. Zawsze marzyłam o doskonale wyszkolonym psie, wykonującym wszystkie polecenia na jedno mrugnięcie powieki przewodnika. No cóż. Taka doskonałość chyba nie została nam przeznaczona. Ale zostawienie samopas wielkiego, silnego bouviera? To raczej nie wchodziło w rachubę.

Copyright 2006 2007 Agnieszka B
Serwis utrzymywany na serwerze www.bouvs.org