|
|

|
Zapraszam do zapoznania się z kilkoma moimi tekstami. Znacznie więcej znajduje się na stronie www.szkoleniepsy.prv.pl i www.szkoleniekliker.prv.pl. Oprócz tekstów można obejrzeć kilkanaście filmików z ćwiczeniami.

Jak więc powinno wyglądać szkolenie? Na co należy zwracać uwagę?
Pierwszą rzeczą, którą ja zrobiłam, to było odrzucenie teorii
dominacji. Najpierw o niej zapomniałam, a później świadomie
zrezygnowałam. Fakt, żyjemy z psem w jednym stadzie, ale jesteśmy
różnymi gatunkami. Czy w przypadku różnych gatunków można mówić o
osobniku Alfa? Czy naprawdę pies czyha tylko na to, aby przywłaszczyć sobie naszą
władzę? I co z nią będzie robił? Chodził za nas do pracy, zarabiał
pieniądze? A może zajmie nasze miejsce w łożu współmałżonka? Czy
naprawdę jest tak, jak pisze Fisher, że ciągnięcie na smyczy jest
symbole dominacji psa nad człowiekiem? Czy naprawdę tak jak, radzi
autor wystarczy pilnować hierarchii w naszym stadzie, aby pies przestał
ciągnąć? Czy na ciągnięcie psa na smyczy rzeczywiście ma wpływ to, że
pierwszy przechodzi przez drzwi, pierwszy dostaje jedzenie i sypia w
łóżku właściciela? Czy to byłoby aż takie proste?
Wydaje mi się, że pies ciągnie, bo pozwalamy mu na to, tak go
nauczyliśmy, a nie dlatego, że jest osobnikiem Alfa. Obserwuję mojego
psa i psy znajomych. Staram się zrozumieć związki między ludźmi i
zwierzętami. I jakoś ciągle gubi mi się ten osobnik Alfa.
Pamiętałam o tym, że mam przechodzić pierwsza przez drzwi, bo jestem wg
Fishera ważniejsza. Ale co miałam zrobić, kiedy psi młodzieniec bardzo
chciał siusiu i rwał się na dwór. Jeżeli będę się szamotała z nim przed
wyjściem, to się najnormalniej zsiusia w domu. A przecież nie o to mi
chodziło. Jak najszybciej na dwór. Otworzyć drzwi, wyjść, zamknąć
drzwi, klucz i jak najszybciej po schodach na dwór. O jest!!! Udało się
nie załatwić w budynku. Czy naprawdę miałam jeszcze katować futrzaka
tym, że ma iść za mną? Później, kiedy Abaddon podrósł też wchodził
przede mną w drzwi. Bardzo prosty powód. Wchodzimy do ciemnej bramy.
Zanim zapalę światło, ktoś może mnie zaatakować. Jeżeli wpuszczę
pierwszego psa, to złoczyńca najprawdopodobniej kompletnie się
wystraszy. Chyba nie ma nikogo, kto stanie oko w oko z ogromnym
bouvikiem, z głową wielkości małego cebrzyka. Tak więc teoria dominacji
została podważona w tym momencie. Zresztą, kto w takiej sytuacji
myślałby o teorii dominacji. Chyba raczej o własnym bezpieczeństwie.
No dobra, to może chociaż uda mi się z jedzeniem. Pies dostaje miskę po
zjedzeniu posiłku przez domowników. A co zrobić, kiedy domownicy nie są
głodni? Starałam się, naprawdę starałam się zjeść coś zanim podałam
miskę. Ale doprowadziło to tylko do tego, że ze wstrętem patrzyłam na
jedzenie. Nie, tak dalej być nie mogło. Pies dostawał równo z nami, lub
nawet troszkę wcześniej.
Z tego, co przeczytałam, czego dowiedziałam się na kursie organizowanym
przez osobę popieraną przez ZK powinnam już leżeć trupem, a pozostała
część rodziny powinna kulić się w kącie przed psem, osobnikiem Alfa.
No cóż, żyjemy do dzisiaj, czujemy się świetnie i nic się nie sprawdziło z groźnych przepowiedni.
Dlaczego jeszcze nie odpowiada mi teoria dominacji? Z bardzo prostej
przyczyny. Szkolenie psa jest oparte na opisanych już przeze mnie
korygujących szarpnięciach, czyli karze. Czy władza przewodnika nad
psem powinna opierać się na strachu, tak, jak w przypadku znajomej,
która zbiła psa smyczą, bo bał się do niej podejść? Dlaczego mam
szarpać psa za to, że nie chce wykonać polecenia "siad"? Przecież on
się nie urodził ze znajomością ludzkiego języka i nie wie, że "siad"
oznacza ugięcie tylnych nóg i umieszczenie włochatej pupy na ziemi.
Jeżeli przy nauce siadania, będę szarpała smyczą i jednocześnie
naciskała na zad (a przecież takie właśnie wskazówki otrzymujemy na
szkoleniach PT), to pierwszą rzeczą, z którą skojarzy się psu słowo
"siad" będzie strach przed szarpnięciem, bólem, przerażenie i otrzymamy
skulonego psa. Będzie siedział, ale w każdej chwili może uciec, bo
będzie się bał ponownego szarpnięcia.
Podobnie ma się rzecz z chodzeniem przy nodze. Uczymy psa wykorzystując strach. Karzemy go, ciągnąc smycz ZANIM
zrozumie, że jego miejsce jest przy nodze. Skwapliwie stosowałam się do
wszystkich wskazówek pani, prowadzącej szkolenie. "Przecież ona ma
wiedzę.", ale z drugiej strony widziałam Abaddona, który z coraz
większą niechęcią chodził na zajęcia. Mogłam wydawać polecenie po kilka
razy, a on patrzył się na mnie smutnym wzrokiem. I patrzył, i patrzył i
tylko patrzył. I nic więcej nie robił.
Nie, to było zdecydowanie nie dla nas. Dobrze, że pani nie kazała bić
psów, za to, że nie przyszły na komendę "do mnie", ale niestety, nie
miała nic przeciwko używaniu induktora przy nauce niepodejmowania
pokarmu z ziemi. A tak dobrze wyglądała.
Tak jak już pisałam, zdaliśmy egzamin PT, ale Abcik żył własnym życiem,
często mając moje polecenia w głębokim poważaniu. Nie o tym marzyłam
biorąc psa do domu. To miał być przyjaciel, domownik, szczerze nam
oddany, kochający nas wielkim psim sercem. Na pewno nic nie powinno być
oparte na strachu. Do diabła z teorią dominacji, jeżeli mam mieć
zastraszonego psa. Marzyłam o nauce tropienia, agility. Wg teorii
dominacji pies będzie wykonywał wszystko, o ile ja będę Alfa. Ale czy
na pewno? Czy tylko dlatego, że ja wydam polecenie, to Abaddon
przebiegnie tor flayball? Nieważne, że jest powolny w porównaniu z
borderem, ważne, że ja Alfa każe mu to zrobić. Czy którykolwiek pies
podporządkowany przewodnikowi by to zrobił? Nie, na pewno nie. Tego
akurat trzeba psa nauczyć. Czy podporządkowany przewodnikowi pies
pójdzie po tropie? Nie, bo będzie się bał szarpania smyczą, a przecież
pies ma iść i ciągnąć przewodnika na drugim końcu linki. Psa trzeba
nauczyć "dobrego" ciągnięcia w niektórych sytuacjach. Czy wystarczy być
Alfą, aby pies wiedział, kiedy ma ciągnąć, a kiedy nie? Niestety, tutaj
teoria dominacji w niczym mi nie pomoże.
|
|