|
|

|
Zapraszam do zapoznania się z kilkoma moimi tekstami. Znacznie więcej znajduje się na stronie www.szkoleniepsy.prv.pl i www.szkoleniekliker.prv.pl. Oprócz tekstów można obejrzeć kilkanaście filmików z ćwiczeniami.

Ćwiczymy z klikerem już prawie od 3 lat (tekst pisany w 2003 roku). Jesteśmy znacznie bogatsi w doświadczenia i wiedzę. Oboje, czyli Abaddon i ja. Mogę powiedzieć, że znam swojego psa "na wylot". Wiem, kiedy i co może go zdenerwować. Umiem czytać z jego zachowania, jak z otwartej książki. Pies natomiast wie, co powinien zrobić, aby naciągnąć mnie na smakołyk. Obojgu nam bardzo odpowiada taki układ. W zeszłym roku również byliśmy na obozie szkoleniowym. Tym razem odbył w podczas długiego weekendu majowego w Koszęcinie. Było naprawdę wspaniale. Psy i ludzie. Ludzie wpatrzeni w psy, a psy w swoich przewodników. Dyskusje, rozmowy, wspólne rozwiązywanie problemów z agresywnymi psami, czasami lękliwymi. Nie każdy pies jest przecież grzecznym i spokojnym futrzakiem. Kliker nie jest tylko metodą szkolenia, ale przede wszystkim spojrzeniem na otaczający świat. Najpierw przewodnik ćwiczy na psie pozytywne metody, później zaczyna to przenosić na otoczenie i innych ludzi. Czy "zwykły śmiertelnik" słyszał kiedyś o Calming Signals? CS zostały opisane przez Turid Ruugas, a jest ich około 30. Co to jest? Są to sygnały jednego psa wysyłane do innych w celu zapobiegnięciu agresji, zmniejszeniu stresu, uspokoić. Psy w taki sposób porozumiewają się ze sobą, ale również z nami. Ludzie nie znając CSów czasami mogą wyrządzić zwierzęciu ogromną krzywdę. Nie będę wymieniała tutaj wszystkich możliwych psich zachowań. Lepiej, jeżeli każdy sam przeczyta o tym na stronie (klikera). Zapraszam do przeczytania i skonfrontowania tego z rzeczywistością. Na pewno zobaczycie, że wasze psy używają CSów. Chociażby taka sytuacja. Spacer z psem. Pies spuszczony ze smyczy biega luzem. W którymś momencie właściciel chce wracać do domu i zaczyna wołać psa. No cóż, bieganie luzem to jest właśnie to, co psu odpowiada najbardziej. Właściciel zaczyna się niepokoić. Woła powtórnie. Pies idzie w jego kierunku kilka kroków, przystaje, powącha jakąś trawkę, znów kilka kroków. Właściciel podnosi głos. Pies zatrzymuje się przy jakiejś trawce, obsikuje ją. Wreszcie dochodzi do przewodnika. Wszystkie te psie postoje to są właśnie CS. Wyczuwa w głosie właściciela niepokój i gniew i mówi swoim językiem "Nie denerwuj się. Popatrz jaki jestem spokojny. Ty też się uspokój." Jeżeli ktoś się spotyka z taki zachowaniem psa, niech spróbuje zawołać go inaczej. Z radością w głosie. Tak, jak by wołał go do wspólnej zabawy. Pies też chętniej zareaguje. A czy przyjrzał się ktoś karconemu psu? Pies odwraca głowę, delikatnie się oblizuje. To też są CS. Mają taki sam cel, czyli uspokojenie innego osobnika. I klasyczny wręcz przykład. Spotkanie 2 psów. Podchodzą do siebie na pewna odległość, ale nie idą prosto na siebie. Jeżeli coś się zbliża do psa, idąc wprost na niego wzbudza w nim agresję. Psiaki więc zbliżają się do siebie po okręgu. Przystają, odwracają głowy. Mogą coś powąchać. Idą coraz wolniej. Przy bezpośrednim kontakcie nie będą sobie patrzyły w oczy. Jeden drugiemu będzie obwąchiwał pod ogonem. Później w większości przypadków rozejdą się spokojnie. Każdy w swoją stronę. Spojrzenie w oczy najczęściej jest odczytywane przez psa jako znak agresji. Podobnie jak poruszanie prosto w jego kierunku. Patrząc na takie zachowanie psów, powinniśmy sobie uzmysłowić jak czują się psy idące naprzeciw siebie po wąskim chodniku. Każdy właściciel napina smycz, co jedynie może pobudzić psa do szybszego ataku. Idą prosto na siebie. Często kończy się szczekaniem, warczeniem lub niestety atakiem psa o słabszej kondycji psychicznej. Nie piszę tego opierając się wyłącznie na teorii. Sama tak robiłam z Abaddonem. Kiedy widziałam psa, skracałam psa, napinałam mięśnie i "ruszałam do boju" Często kończyło się warczeniem i szczekaniem. Teraz, widząc innego psa, po prostu schodzę mu z drogi. Wystarczy stanąć metr lub nawet pół metra z boku i wszystko jest dobrze. Nie boję się wejść na trawnik (trzeba tylko uważać na psie kupy). Jeżeli nie ma trawnika, staram się przejść na drugą stronę ulicy. W ostateczności zatrzymuję psa i tak staję, aby oddzielić go od innego futrzaka. Po prostu robię z siebie parawan. Każdy z psów ma swoje pole intymne, czyli obszar na który nie ma prawa wejść obcy pies. Dla jednych jest to 10m, a dla innych 0,5m. To są przypadki osobnicze. Obszar ten zmniejsza się poprzez ćwiczenia. Obecnie mogę z Abaddonem spokojnie przejść koło innego psa w odległości 1-1,5m. A ostatnio przeszliśmy spokojnie ścieżką między płotami, a z każdej strony oszczekiwały nas po 2 psy. Abcik był zdenerwowany, ale szedł w miarę spokojnie. Nie atakował szczekaczy, nie odgryzał się, nie plątał się pod nogami. Po prostu szedł! A droga była długa. Abaddona teraz łatwo przywołać "do porządku". Wystarczy powiedzieć "zostaw go", a Abcik spokojnie przestaje szczekać. W dodatku jego szczekanie jest takie od niechcenia. Jednak jedynie ja wiem, ile pracy w to trzeba było włożyć. Ile razy źle odczytałam sygnały wysyłane przez psa, ile CS przeoczyłam. Gdyby nie kliker nie poznałabym tekstów Turid Ruugas, Karen Pryor, ani Jean Donaldson czy Boba Baileya. Polecam te teksty każdemu, kto jest zainteresowany wychowaniem i "wykształceniem" psa. Jednak nie tylko pracuję z agresją u Abaddona. Ćwiczymy również inne zachowania. Np. trzymanie różnych przedmiotów w pysku. Chciałam, aby nosił w zębach różę. Wyobrażałam sobie ogromnego włochatego psa z czerwona różą. Niestety, róża (oczywiście sztuczna) została rozerwana na strzępy. Abaddon najczęściej przydeptywał ją swoją wielką łapą i ciągnął zębami do góry. Jedyne co mogło wytrzymać takie traktowanie, to był przetykacz. Oczywiście nowy i nieużywany. Śmiechu było co nie miara. Wszyscy mieli doskonałą zabawę. Jako, że ćwiczymy już dość długo, futrzak dość szybko załapał o co mi chodzi. Najpierw był K/S (klik i smakołyk) za zwrócenie głowy w stronę przedmiotu, następnie kilka K/S za spojrzenie na przetykacz. W tym momencie musieliśmy niestety zrobić przerwę, ponieważ trzeba było podciąć grzywkę. Nie wiedziałam, gdzie się patrzy. W następnej kolejności zignorowałam kilka pacnięć łapą w drewnianą rączkę. No dobra. Pies wykombinował, że trzeba zbliżyć pysk do przedmiotu. Wielkie brawa i K/S. Reszta poszła w błyskawicznym tempie. K/S za wzięcie do pyska, K/S za trzymanie w pysku, K/S za chodzenie z przetykaczem w zębach. Wiem, że czytając ten tekst wygląda to na lekkie, łatwe i przyjemne. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że Abaddon już nauczył się, że musi sam kombinować za co dostaje smakołyk. On po prostu nauczył się uczyć. Każdy pies może się tego nauczyć. Mogą pojawić się jedynie kłopoty, jeżeli wcześniej był uczony metodami tradycyjnymi. Przy metodach tradycyjnych nauka polega na korygowaniu niepotrzebnych zachowań. Szkoda tylko, że pies nie wie, jakie zachowanie jest niepożądane. Jeszcze nie wie, co znaczy siad, a już jest szarpany i popychany. Taki pies musi przejść dość długą drogę zanim zrozumie, że nie jest już karany za własną inicjatywę. Chociaż wydaje mi się, że większy problem jest z właścicielem psa. To raczej jego powinno się przekonać, że można psa inaczej traktować, że można z psem współpracować, a nie jedynie wymagać od niego. Posiadanie zwierzęcia, jakiegokolwiek nakłada na człowieka ogromne obowiązki. Karmienie, sprzątanie, dbanie o zdrowie i zapewnienie dobrego samopoczucia. Może dla niektórych zabrzmi to jak herezja, ale chomikom i myszkom kupuje się karuzele, ptaki mają swoje huśtawki, koty swoje piłki. A psy> Psy mają tylko człowieka. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy ludzie będą klikali, ale może chociaż co niektórzy zmienią swoje podejście do tej metody. Może co niektórzy zaczną klikać. Zapraszam. W końcu posłuszeństwa psa nie koniecznie musi się objawiać w wykonaniu polecenia "siad", "waruj" czy "noga". Posłuszeństwem będzie również noszenie koszyka z zakupami w pysku czy zbieranie papierków do kosza. Nareszcie przyszedł czas na zbieranie papierków do kosza.
Abaddon umie sprzątać. Na polecenie "posprzątaj" zbiera i zanosi do kubła wszelkie papierki. Nauka tego zachowania wcale nie zajęła nam dużo czasu. Na początku postępowałam podobnie jak przy podnoszeniu do przetykacza. Najpierw K/S za zwrócenie głowy, spojrzenie, wzięcie do pyska i chodzenie z papierową kulką w pysku. Jedyny moment, kiedy pies był lekko zaambarasowany to. moment, kiedy chodzi, chodzi i chodził z tym papierem, a tutaj nic. Żadnego K/S. Teraz trzeba było nakierować psa na kubełek. A więc znowu K/S za zwrócenie głowy w kierunku kubełka. Oczywiści K/S tylko wtedy, kiedy Abcik miał w pysku papier i patrzył w odpowiednią stronę. Aby ułatwić to zadanie, to najlepiej ustawić kubełek przed sobą. Później przyjdzie czas na odsuwanie. Reszta poszła bardzo szybko. K/S za podejście, K/S za puszczenie papierka nad kubełkiem, K/S za włożenie papierka do odsuniętego pojemnika. I gotowe! Już po pracy. teraz sama przyjemność. Abcik w którymś momencie wykombinował, że nie musi chodzić po inne papierki. Wystarczy, jak weźmie do pyska ten, który akurat wrzucił do kubła. Ot, myśliciel. Udało mu się. Kłopot polegał jedynie na tym, że kubełek jest dość wysoki i wąski. Jak futrzak włożył głowę do środka, to nie mógł jej wyjąć i chodził z kubełkiem na głowie. Bardzo śmieszny jest ten mój pies. Teraz zmusza mnie, do wyjmowania każdego wrzuconego papierka. Inaczej chodzi z kubłem na głowie.
|
|