Psi blog

Moje życie pod psami

Pierwszy dzien w samotności?

Dzisiaj psiaki zostały po raz pierwszy same. Do tej pory mieszkała u nas moja mama. Naszykowałam maluszkowi wielki kojec. Ścianki wysokie na jakieś 110cm i szerokie na jakieś 130cm, czyli dość dużo miejsca. Naszykowałam nowe posłanko, miseczkę z wodą i jedzeniem. Wrzuciłam tam konga dla szczeniaczków z mieloną surową wołowinką. Nawet wrzuciłam tam swojego papucia. Oczywiście była też psia pieluszka. W końcu zostawały na jakieś 7 godzin. No i oczywiście wstawiłam do środka maluszka :D
Wracałam z duszą na ramieniu. Bałam się, co mogę i zastać. No i nic mnie nie zaskoczyło. Mały był poza kojcem. Nie wiem, naprawdę nie wiem, w jaki sposób wylazł. Jedyna możliwość to to, że wspiął się. W domu jednak nie było żadnych zniszczeń, żadnego siusiu. Nie mogę wyjść z podziwu i jednocześnie zastanawiam się, czy to wszystkie psy są takie pomysłowe, czy tylko mi się takie trafiają. Otwarte lodówki, wyjęte okna z framugi. Pies na dach i przeniknięcie szczeniaka przez siatkę.
Rozpaliłam w kominku i stwierdziłam, że to najlepsza pora na pracę z psiaczkiem. Wzięłam oczywiście kliker, mielone mięsko i poszłam z Kanaszem na drogę. Leśno-polną drogę, po której jeżdżę tylko ja. Jerryk i Gucio zostali w ogrodzie. I mogę powiedzieć jedno. Jestem wręcz zachwycona małym. Przywołanie takie, że aż palce lizać. Biegnie mało nóżek nie pogubi. Trzyma się mnie cały czas. W jednym miejscu coś wywęszył. Jakiś trop. W końcu nie dziwota. Mieszkam z sarnami i dzikami za pan brat. Tak węszył, że aż z kilku metrów było słychać jak mu powietrze w nosie furkocze. I zawołany przyleciał. Aż się kurzyło.
Nie był to długi spacer, ale nie chciałam przeciągać. Tym bardziej, że wszyscy w okolicy wiedzieli, że zostawiłam swoich starszych chłopców w ogrodzie. Nijak nie można było nie słyszeć ich wycia :D
Dzisiejsza noc też była spokojna. Wyszłam z nim koło 1 i jako że ciągle spałam, źle zamknęłam klatkę. Nagle usłyszałam szuranie, tupanie i inne dziwne odgłosy. Wstałam i nie zapalając światła wymacałam małego, który wchodził do klateczki. Zamknęłam więc klatkę powtórnie. jeszcze kilka głośnych sapnięć, stęknięć i oboje grzecznie zasnęliśmy. Rano okazało się, że on w nocy wciągnąl do środka mój kapeć. Przytulił się do niego i zasnął. Kochany cukiereczek.
Wszystkie moje psiaki to kochane cukiereczki. Jedne większe, jedne mniejsze ;)


O autorze

Agnieszka

Komentarze

Zostaw notkę