Jakiś czas temu postanowiłam prowadzić "psi blog". Dlaczego? Ku pamięci. :) Kiedy zaczęliśmy pracować z Abaddonem, robiłam czasami notatki. Pracując z Guciem bardzo mi się one przydały. A ile przede mną, od kiedy pojawił się w domu Jerremi.
A może też i dlatego, że ktoś, kto ma kłopoty z psem, zobaczy, że mimo tych trudności ta przyjaźń jest wspaniała i warta wszelkiego poświęcenia.
Wszystkie wykonane prace oraz zdjęcia przedstawione na tym blogu są mojego autorstwa (w innym przypadku istnieje odpowiedni dopisek). Kopiowanie i rozpowszechnianie ich bez mojej zgody jest zabronione i oznacza naruszenie praw autorskich zgodnie z ustawą DZ.U. 94 NR 24 POZ. 83, SPROST.: DZ. U. 94 NR 43 POZ. 170.
No cóż. Psiaki rozwijają się prawidłowo Biegają, szczekają, kopią dziury, niszczą różne swoje zabawki, ciągną się za uszy. Staram się od czasu do czasu nauczyć Kanasza czego nowego. Umie spać w łóżku
A tak na poważnie. Czasami jeżdżę z nim do miasta. Powoli zaczyna zachowywać się tak, jak należy. Chociaż każde wyjście z samochodu obwieszcza potwornym szczekaniem. Staram się, aby ludzi karmili go przysmakami, ponieważ dotyk człowieka to nie jest to, co Kaniulek lubi najbardziej. Jest dość nieufny. Nie lubi szczekających za płotem psów, ale ciasteczka w nagrodę za koncentrację na mnie działają cuda.
Chodzimy na spacery po zamarzniętym jeziorze.
Maluszek już nie jest taki mały. Waży jakieś 6kg, docelowo ma mieć ok. 15. Ma wysokość 35cm. Natomiast rozumek ma ogromniasty. Nadal pracujemy nad socjalizacją. Jeździmy do miasta i jakby nie biorąc pod uwagę potwornej awantury przy wyjmowaniu z samochodu, to Kani zachowuje się wzorowo. Najbardziej podoba mi się to, że nie leci do ludzi jak większość szczeniaków. Jak ktoś chce go pogłaskać, to nie ma z tym problemu. Ale sam nie podejdzie
Na wiejskich spacerach też robimy coraz większe postępy. Już nie szczeka na burki za płotami, tylko ładnie staje po mojej lewej stronie. Zaczątki chodzenia przy nodze
I ćwiczymy różne zachowania. Mamy już podnoszenie koszyczka. Mamy całkiem ładny siad, ale nie jest to zachowanie domyśle. I bardzo dobrze. Nie chcę, aby mi siadał na ringu. Ćwiczyliśmy wchodzenie na wagę. Jednak musiałam z tego zrezygnować. Waga po prostu była za mała Miałam więc albo przód, albo tył i nijak nie dało się zważyć małego. A do tego dążyłam.
Dzisiaj zaczęłam “nie rusz” i też jestem pod wrażeniem. Szybko załapał. Nie dodałam jeszcze komendy słownej.
No i zaczęliśmy ładnie bieganie. To na ringi wystawowe. Tym razem mały będzie wystawiany na sposób amerykański, czyli nie będzie podtrzymywany. Ma sam stać, a ja będę jedynie wieszakiem na ringówkę Nie lubię psów, które trzeba podtrzymywać z każdej strony. Niestety, tak sama wystawiam Jerryka. I dlatego mówię, że tego nie lubię. Muszę więc małego nauczyć ładnego stania.
Pumiątko jest wspaniałe. Mały rezolutny brzdąc. Wiesza się na łapach Jerremiego i ogonie Gucia. Starsi koledzy czasami mają go dosyć i go pogonią. Wtedy muszę wkroczyć i chronić ich Zajmuję małego jakąś zabawką, idę z nim na spacer, albo nad czymś pracujemy.
Generalnie to najwięcej czasu zajmuje nam socjalizacja i przywołanie. Jeżdżę z nim do miasta i przyzwyczajam do ruchu samochodów, ludzi. Nie pozwalam na gonienie ptaków. Wciskam obcym ludziom smaczki, aby karmili małego. On faktycznie jest bardzo nieufny. nie podejdzie do człowieka. Stoki pół metra przed nim i patrzy się.
Nie lubi obcych psów. Oszczekał namolnego goldena. Ale przy nim chyba i Jerremi straciłby cierpliwość. Z powodu tych psów i tego, że Kanasz nie przepada za innymi czworonogami, chodzę prawie codziennie na spacery po wsi. Pozwalam mu się obwąchać z każdym napotkanym “burkiem” Jedne są spokojne, inne szczekają, ale cały czas mam w pamięci wystawy, na które będziemy jeździć, a tam psy różnie się zachowują.
No i przywołanie. Miodzio, po prostu miodzio. Nawet nie mam za bardzo jak ćwiczyć, bo maluch nie odchodzi dalej niż 3 metry. Nie ma w nim potrzeby penetracji przydrożnych krzaków A nawet jak odbiegnie, to wraca tak, że mało łapek nie pogubi.
Generalnie jest nieufny do otoczenia. Musze włożyć w niego wiele pracy, aby był fajnym sympatycznym psiakiem, a nie szczekającym ze strachu na wszystko, co się rusza.
A oto filmik, na którym Kanasz bierze kąpiele błotne
Targetowanie
Pracowałam z różnymi psami. Dużymi, małymi. Rasowymi i mieszańcami. Wiem jedno. Pumik na mózg jak brzytwa. Doskonale kombinuje, ale nie jest zbyt szybki. koncentruje się na tym, co ma robić. Świetny charakter.
Dzisiaj psiaki zostały po raz pierwszy same. Do tej pory mieszkała u nas moja mama. Naszykowałam maluszkowi wielki kojec. Ścianki wysokie na jakieś 110cm i szerokie na jakieś 130cm, czyli dość dużo miejsca. Naszykowałam nowe posłanko, miseczkę z wodą i jedzeniem. Wrzuciłam tam konga dla szczeniaczków z mieloną surową wołowinką. Nawet wrzuciłam tam swojego papucia. Oczywiście była też psia pieluszka. W końcu zostawały na jakieś 7 godzin. No i oczywiście wstawiłam do środka maluszka
Wracałam z duszą na ramieniu. Bałam się, co mogę i zastać. No i nic mnie nie zaskoczyło. Mały był poza kojcem. Nie wiem, naprawdę nie wiem, w jaki sposób wylazł. Jedyna możliwość to to, że wspiął się. W domu jednak nie było żadnych zniszczeń, żadnego siusiu. Nie mogę wyjść z podziwu i jednocześnie zastanawiam się, czy to wszystkie psy są takie pomysłowe, czy tylko mi się takie trafiają. Otwarte lodówki, wyjęte okna z framugi. Pies na dach i przeniknięcie szczeniaka przez siatkę.
Rozpaliłam w kominku i stwierdziłam, że to najlepsza pora na pracę z psiaczkiem. Wzięłam oczywiście kliker, mielone mięsko i poszłam z Kanaszem na drogę. Leśno-polną drogę, po której jeżdżę tylko ja. Jerryk i Gucio zostali w ogrodzie. I mogę powiedzieć jedno. Jestem wręcz zachwycona małym. Przywołanie takie, że aż palce lizać. Biegnie mało nóżek nie pogubi. Trzyma się mnie cały czas. W jednym miejscu coś wywęszył. Jakiś trop. W końcu nie dziwota. Mieszkam z sarnami i dzikami za pan brat. Tak węszył, że aż z kilku metrów było słychać jak mu powietrze w nosie furkocze. I zawołany przyleciał. Aż się kurzyło.
Nie był to długi spacer, ale nie chciałam przeciągać. Tym bardziej, że wszyscy w okolicy wiedzieli, że zostawiłam swoich starszych chłopców w ogrodzie. Nijak nie można było nie słyszeć ich wycia
Dzisiejsza noc też była spokojna. Wyszłam z nim koło 1 i jako że ciągle spałam, źle zamknęłam klatkę. Nagle usłyszałam szuranie, tupanie i inne dziwne odgłosy. Wstałam i nie zapalając światła wymacałam małego, który wchodził do klateczki. Zamknęłam więc klatkę powtórnie. jeszcze kilka głośnych sapnięć, stęknięć i oboje grzecznie zasnęliśmy. Rano okazało się, że on w nocy wciągnąl do środka mój kapeć. Przytulił się do niego i zasnął. Kochany cukiereczek.
Wszystkie moje psiaki to kochane cukiereczki. Jedne większe, jedne mniejsze
Dzisiaj był dzień pełen wrażeń. Odbyliśmy pierwszą wizytę u weta. Został omacany, oglądnięty i wymiziany. Maluszek wszystko dzielnie zniósł i w końcu położył się pod krzesłem i zasnął. Potem pojechaliśmy do miasta. Odwiedziliśmy moją koleżankę i kupiliśmy nową smyczkę. Dzielnie dreptał, chociaż też dzielnie siedział na rękach. Troszkę waży
Myślałam, że przywiozę go do domu, a on pójdzie spać. Nic z tego! Zaczęło się szaleństwo z chłopakami.
Wieczorem pojechaliśmy jeszcze na zajęcia ceramiczne. I znowu został wymiziany, wycałowany. Wszystko przyjmował ze stoickim spokojem i w końcu położył się spać.
Bardzo podoba mi się jego zachowanie. Wszystko na dystans, bez zbytniej wylewności. Nie jest zestresowany w dziwnych miejscach i spokojnie przyjmuje smakołyki.
Dzisiaj zaczęłam klikać. Pierwsze poszło przywołanie i nauka imienia, więc kilka pierwszych kliknięć mamy za sobą. Maluch jest rozkoszny i bardzo rezolutny. Doskonale dogaduje się z chłopakami. Trzeba tylko pilnować Jerryka, żeby nie podeptał małego w zabawie. Gucio czasami daje do zrozumienia, że nie życzy sobie zbyt bliskich kontaktów i warknie. Mały doskonale CSuje. Faktycznie psy mają to we krwi.
Nie da się ukryć, że jestem nim zauroczona. Uwielbiam patrzeć, jak cała trójka chodzi przed domem.
Niestety jest jeden problem. Bardzo trudno jest zrobić czarnemu maluszkowi dobre zdjęcie Szczególnie maluszkowi, który się ciągle wierci.
Pierwsza noc i dzień za nami. Kanasz jest naprawdę bardzo rezolutnym psem. Przynajmniej tak mi się wydaje. Załatwia się tylko na dworze. Nie, nie moja to zasługa/ po prostu u hodowcy cały czas był na świeżym powietrzu i przyzwyczaił się do trawki łaskoczącej w brzuszek.
Pierwsza noc było nawet spokojna. Zamknęłam go w kojcu. Najpierw szczekał, trochę wył , potem zasnął. Koło 3 obudził się i zaczął się kręcić. Ubrałam się i poszłam z nim na dwór. oczywiście, siusiu i kupka znalazły się na trawniku. Znowu do kojca. Tym razem sprzeciw był bardzo głośny Dałam mu moje spodnie dresowe, przytulił się do nich i zasnął. Spał do rana. Raniutko podniósł zaspaną główkę i dał się łaskawie wynieść na trawnik.
Gucio i Jerremi są wspaniali. Lekko poddenerwowani, ale bardzo zainteresowani maluchem. Gucio trzymał się na dystans , ale Jerremiasz wylizał go od czubka ogona do czubka nosa W tej chwili już się nim nie zajmują.
Jestem zauroczona maluchem. Zobaczymy, co będzie dalej.